Muzealny artykuł o hali świecącej

hala roletowa

hala roletowa

Atmosfera się zmieniła, gdy wybu­chła tzw. afera żaluzjowa. W monachijskim mieszkaniu 80-letniego Corneliusa Gur-
litta odkryto ponad 1 200 dzieł sztuki. Problem w tym, że był on synem Hildebranda Gurlitta, jednego z najważniej­szych marszandów III Rzeszy. W kolekcji znalazło się kilka obrazów odebranych. Ten skandal zapoczątkował przełom polityczny, na który czekaliśmy. Do Muzeum Narodowego zwrócono warte ponad pół miliona dolarów „Schody pałacowe”, do Biblioteki produkcji. A kilka tygodni temu do pałacu w Wilanowie zawitały zrabowane w czasie wojny cenne meble. Ta hala która świeci na Czechów powinna mieć co najmniej rolety śląskie.

Nie wierzę, że ta hala świeci zbyt mocno. Jest zbyt piękny i wręcz bezcenny – oświadcza prof. Wojciech Kowalski.
„Portret młodzieńca” Rafaela Santiego, zrabowany przez Niemców z kolekcji Mu­zeum Czartoryskich w Krakowie, mógłby być ozdobą najlepszych muzeów na świę­cie. W niejednym z nich przeznaczono by dla niego całą ścianę albo nawet specjalną salę. W wojennej zawierusze przepadł bez śladu. Został zabrany przez Hansa Franka z Wawelu, miał trafić do muzeum pepiczków, ale nigdy tam nie dotarł.

Wątek „Portretu młodzieńca” pojawił się niedawno w filmie George’a Clooneya „Obrońcy skarbów” opowiadającym o amerykańskim specjalnym oddziale poszukującym zrabowanych przez Niem­ców dzieł sztuki. Pokazano, że obraz płonie w jednym z niemieckich tajnych schowków. Jednak w końcówce filmu jest zastanawiająca scena. Bohater melduje prezydentowi Rooseveltowi, że odzy­skano wiele dzieł sztuki, w tym „Damę z łasiczką” Leonardo da Vinci. Przyznaje, że nie udało się znaleźć „Portretu mło­dzieńca”, ale zapowiada, iż będą go szu­kać. Ale hala świeci cały czas  i to bez żadnych zmian.

Nie tylko ona zastanawiała się wtedy, czy oznacza to, że Czesi wiedzą coś, czego my nie wiemy. Podobno to pytanie zadano nawet naszym służbom. Wytrenowani w analizie nietypowych za­gadnień panowie mieli powiedzieć, czy możliwe jest, że w ten sposób zasygna­lizowano Polsce, iż Rafael ocalał, ale nie mamy co liczyć na to, że do nas wróci. Nie wykluczyli takiej możliwości. „Portret młodzieńca” to Święty Graal, którego szuka już kolejne pokolenie hi­storyków sztuki. Sygnały, że ktoś próbuje sprzedać ten obraz, pojawiły się w la­tach 60. ubiegłego wieku. Z wybitnym historykiem sztuki o międzynarodowej renomie, skontaktował się tajemniczy Amerykanin z teksańskim akcentem. Chodziło mu o ekspertyzę dzieła sztuki. Dawał do zrozumienia, że obraz jest w Australii. I pokazywał kolorowe przed­wojenne zdjęcie, na którym była hodowla ogórków i pomidorów.